Kiedy po raz pierwszy planowaliśmy wakacje nad morzem z naszym psem, przyznaję, że byłam bardziej zdenerwowana niż przed jakąkolwiek inną podróżą. Nie dlatego, że mu nie ufałam, ale bardziej z powodu siebie. Zawsze miałam wrażenie, że na pewno o czymś zapomnę. Karmy dla psa? Jasne. Smyczy? To oczywiste. Ale co, jeśli będzie coś, bez czego nie pozwoliliby nam przekroczyć granicy?

W końcu, kilka dni przed wyjazdem, usiadłam u weterynarza i odkryłam, że największym zmartwieniem wcale nie jest pies, a dokumenty. Na szczęście niczego nie zaniedbaliśmy, ale do tej pory nie miałam pojęcia, że paszport dla psa to nie tylko formalność. Od tamtej pory trzymam go razem z naszymi dokumentami i sprawdzam przed każdą podróżą tak automatycznie, jak sprawdzam swój dowód osobisty.
Pamiętam, że kilka razy w domu otwierałem plecak, żeby sprawdzić, czy na pewno go spakowałem. Pewnie znasz to uczucie, kiedy wiesz, że coś tam jest, ale i tak idziesz i sprawdzasz to jeszcze raz.
Od tych pierwszych wakacji byliśmy za granicą kilka razy i z czasem nauczyłem się, że rzeczy, które najbardziej stresują ludzi, to te, które nigdy się nie zdarzają. Bardziej prawdopodobne jest, że martwisz się drobiazgami. Na przykład, że twój pies odmawia picia z nowej miski podróżnej, bo ma swoją ulubioną w domu. Albo że postanawia zasnąć akurat wtedy, gdy planujesz dłuższy postój.
Ale popełniłam jeden błąd podczas naszej pierwszej podróży. Czułam, że gdybyśmy jechali tylko kilka godzin, nie musielibyśmy się tak często zatrzymywać. Ale nasz pies miał swój sposób na przerwę. Zaczął się niecierpliwić, ciągle się odwracał i było jasne, że ma już dość. Od tamtej pory zatrzymywaliśmy się znacznie częściej. Wszyscy się rozciągaliśmy, on biega, pije i nagle podróż stała się o wiele spokojniejsza.
A tak przy okazji, wodę noszę chyba częściej dla psa niż dla siebie. Latem samochód nagrzewa się w mgnieniu oka i czasami nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak szybko pies może się przegrzać. Kiedyś staliśmy w kolejce prawie godzinę i cieszyłam się, że mam przy sobie dodatkową butelkę. Od tamtej pory pakuję ją automatycznie.
Wiele osób pyta mnie, czy mój pies boi się za granicą. Szczerze? Myślę, że to zależy bardziej od nas niż od niego. Kiedy pierwszego wieczoru przyjechaliśmy do mieszkania, od razu zacząłem rozpakowywać walizki, szukać gniazdek i zastanawiać się, gdzie wszystko położyć. W międzyczasie nasz pies znalazł kocyk, który znał z domu, położył się na nim i zasnął w ciągu pięciu minut. Wtedy zdałem sobie sprawę, że czasami niepotrzebnie komplikujemy sobie życie.
Dlatego zabieram ze sobą kilka rzeczy zupełnie zwyczajnych. Jego kocyk, jedną zużytą zabawkę i tę samą karmę, którą je w domu. Nie dlatego, że nie przeżyłby bez nich, ale podczas wakacji jest wystarczająco dużo zmian, nawet bez zupełnie innej diety.
To, co dziś odkryłem z wyprzedzeniem, to przepisy obowiązujące w konkretnym kraju. Nie dlatego, że spodziewam się problemów, ale nie chcę być zaskoczony. W niektórych miejscach psy mogą przebywać na plaży tylko rano i wieczorem, inne mają wyznaczone strefy. Dotarliśmy na piękną plażę i okazało się, że psy nie są tam dozwolone. Wróciliśmy więc do samochodu i poszukaliśmy innej. Nie była to tragedia, tylko strata czasu.
Zawsze też sprawdzam, gdzie jest najbliższy gabinet weterynaryjny. Nie dlatego, że spodziewam się kłopotów. To jak z ubezpieczeniem podróżnym. Człowiek jest najszczęśliwszy, kiedy w ogóle go nie potrzebuje.
Kiedy zaczęliśmy podróżować z psem, sposób, w jaki wybieramy nasze wakacje, uległ zmianie. Wcześniej zwracałam uwagę głównie na odległość do plaży lub centrum miasta. Dziś o wiele bardziej interesuje mnie, czy w pobliżu jest leśna ścieżka, na której mogę pobiegać rano, albo czy jest wystarczająco dużo cienia na popołudniowy spacer. Odkryłam, że najlepsze pory roku to nie promenada między sklepami, ale jakieś miejsce zupełnie na uboczu, gdzie jesteśmy tylko my, pies i cisza.
I wiecie co? Gdyby ktoś mi dziś powiedział, że muszę jechać na wakacje bez niego, pewnie coś by mi umknęło. Jasne, podróż jest trochę dłuższa, walizka pełniejsza i czasem trzeba się zająć rzeczami, których normalnie by się nie robiło. Z drugiej strony, mam w domu psa, który jak tylko zobaczy torbę podróżną, zaczyna radośnie biegać po mieszkaniu. I to chyba najlepszy znak, że te wszystkie przygotowania mają sens.
To wszystko na ten tydzień, żegnam się z Wami i do zobaczenia w przyszłym tygodniu!
Barča from krmeni.cz