Nigdy nie sądziłam, że pierwszą rzeczą, z którą będę musiała się zmierzyć po przywiezieniu kociaka do domu, nie będą zabawki czy drapak, ale moje rośliny doniczkowe. Byłam przekonana, że kot nawet ich nie zauważy. Przecież stały w tym samym miejscu od lat i nikomu nie przeszkadzały.
Ale nasza ciekawska kociara miała zupełnie inny plan.
Najpierw zainteresowała się doniczką. Potem ziemią. A na końcu samymi liśćmi. Usiadłem na kanapie i po prostu patrzyłem, jak spokojnie skubie końcówkę liścia, jakby to była jej popołudniowa przekąska. W tym momencie przyszło mi do głowy, że chyba powinienem sprawdzić, czy roślina jest w ogóle bezpieczna.
I szczerze? Byłem zaskoczony, jak wiele popularnych roślin doniczkowych może być problemem dla kotów.
Pierwszą, która opuściła salon, była monstera. Prawie każdy ma ją w domu. Nigdy nie przyszło mi do głowy, że jej liście zawierają substancje, które po przeżuciu mogą podrażniać jamę ustną, język lub żołądek. Na szczęście nasz kot spróbował tylko malutkiego kawałka i nic się nie stało, ale wolałam nie próbować dalej.
Podobnie wypadła pochwa kwiatowa. Spodobała mi się głównie dlatego, że nie wymaga dużo pielęgnacji i pięknie kwitnie. Ale kiedy zaczęłam o niej czytać, okazało się, że nie jest idealna również dla kotów. Postawiłam ją więc na półce w gabinecie, gdzie nasz kot w ogóle nie ma do niej dostępu.
Potem rozejrzałam się po mieszkaniu trochę uważniej i nagle dostrzegłam rzeczy, na które wcześniej nie zwracałam uwagi. Difenbachię w kącie sypialni. Język teściowej w korytarzu. Zamiokulkas na komodzie. Miałam je wszystkie od lat i nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby choć raz się zastanawiać, czy są bezpieczne dla zwierzaka.
Ale to nie znaczy, że wyrzuciłam połowę mieszkania. Po prostu przeniosłam niektóre rośliny tam, gdzie kot nie miał do nich dostępu. I uznałam, że niektóre z nich nie są warte spokoju ducha, więc oddałam je mamie. Ponieważ oboje kochamy rośliny, a ona nie ma w domu żadnych futrzaków.
Z drugiej strony, odkryłam też wiele roślin, które mogą pozostać tam, gdzie są. Na przykład zieloną roślinę. Początkowo miałam ją tylko w łazience, a ostatecznie kupiłam kolejną do salonu. I ta jest przeznaczona wyłącznie dla niej. A co gorsza, kupiłam jej również kalisię. A także kilka rodzajów paproci lub kalatei. W końcu nie musiałam być czujna za każdym razem, gdy kot postanowił powąchać doniczkę.
Jednak z czasem nauczyłam się jednej rzeczy: nawet bezpieczna roślina może nie być dobrym pomysłem, jeśli Twój kot traktuje ją jako rozrywkę.
Nasza naprawdę lubiła ziemię. I nie obchodziło jej, co rośnie w doniczce. Czasami wracałam do domu i wyglądało, jakby ktoś przesadził całe mieszkanie wokół doniczki. Ziemia była na ziemi, liście były połamane, a ona siedziała obok z wyrazem absolutnej niewinności.
W końcu pomógł drobny gest. Przykryłam powierzchnię doniczki większymi kamieniami i nagle straciła zainteresowanie. Nadal nie wiem dlaczego, ale zadziałało.
Jeśli masz w domu kociaka, przygotuj się na to, że spróbuje niemal wszystkiego. Kable, kartony, sznurówki... i najprawdopodobniej rośliny doniczkowe. To nie dlatego, że jest głodny. Po prostu poznaje świat.
Dlatego nie liczyłbym na to, że „nie zauważy” roślin. Niektóre koty po prostu przechodzą obok nich przez całe życie. Inne robią z nich własny bar sałatkowy. Nigdy nie wiadomo, do której grupy będzie należał twój.
Kiedy dziś kupuję nową roślinę doniczkową, automatycznie szukam jeszcze jednej informacji. Nie tylko tego, ile światła potrzebuje i jak często ją podlewać, ale także tego, czy jest bezpieczna dla kotów. Zajmuje mi to dwie minuty i mam spokój ducha.
A wiecie, co jest w tym wszystkim najzabawniejsze? Spędziłam tyle czasu zastanawiając się, które rośliny trzeba przesadzić, że w końcu zdałam sobie sprawę, że dla nas najskuteczniejsza jest zwykła konewka. Po kilku tygodniach prawie przestała zwracać uwagę na rośliny, ale kartony? Do dziś są jej ulubioną „zabawką”.
Od tamtej pory patrzę na rośliny doniczkowe trochę inaczej. Nadal mi się podobają, ale wybierając je, myślę teraz o jednym członku rodziny więcej. I muszę przyznać, że mogę z tym żyć bez żadnych problemów.
A dziś żegnam się z Wami ponownie i dołączam jeszcze zdjęcie naszego żarłocznego potwora, którego uwielbiam.

(Yuki)
Barča from krmeni.cz